Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 731 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Bardziej

czwartek, 05 lutego 2015 4:33

Widzę Cię bardziej,

Słucham Cię, czuję Cię,

Doceniam bardziej.

Rozumiem Cię bardziej,

Wymyślam Cię, pragnę Cię,

Zatracam się bardziej.

Chcę Ciebie bardziej,

Tak bardzo i całkiem

I jeszcze bardziej.

Jesteś tu bardziej,

Tak żywa, tak ulotna,

Jak sen i jeszcze bardziej.

Dotykam Cię bardziej,

Wargami i palcami,

Myślami najbardziej.

Uśmiecham się bardziej,

Do Ciebie, do siebie,

Do Nas najbardziej.

Odczuwam Nas bardziej,

Zmysłami i mentalnie,

Przez czas i jeszcze bardziej.

Kocham Cię bardziej,

Za wszystko i za nic,

Z dnia na dzień jeszcze bardziej.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | Skomentuj

Po czasie...

piątek, 30 stycznia 2015 2:00

Przerwa dość znacząca w mojej, nazwijmy to, radosnej twórczości nastąpiła.

W sumie to może i na dobre mi to wyszło. Przez dwa lata trochę się nazbierało do opowiadania. Kto śledził mnie na facebooku ten może cokolwiek wiedzieć co się u mnie działo. Dużo i nie dużo. Ciekawie i nieciekawie. Romantycznie i ze zgrzytem. I tak można by mnożyć przeciwieństwa. Ale nie o tym.

Na początek może kilka informacji które zaktualizują czytelniczą wiedzę na mój temat.

Zatem miszkam od prawie dwóch lat w Londynie. Jestem ponad dwa lata po ślubie i jestem szczęśliwy. 

A teraz trochę o tym co mi siedzi w głowie.

Przez dwa lata nazbierało się trochę przemyśleń i doszło trochę doświadcznia w kwestii życiowej. Zmienił się mój charakter, co by się w sumie zgadzało z powiedzniem, że człowiek zmienia się co siedem lat. Dwadzieścia osiem wiosen już u mnie niemal na karku, więc taka okrągła siódemka. Kolejna.

Po czym to widać? Chociażby po tym, że mojej garderobie ubrania są rózne. Koszule, swetry, spodnie inne niż dżiny i bojówki. Butów więcej niż dwie pary i bynajmniej nie są to glany czy gromy (swojego czasu przecież pasowały do wszystkiego) i buty do garnituru, tylko trzewiki, sztyblety, lakierki. A ciągnąc dalej, przestałem nosić za duże ubrania. Okazuje się, że całkiem dobrze, a nawet bardzo dobrze wyglądam w rozmiarze S i M, a większe są do bani. To tak jakby na siebie worek zarzucić. Nie powiem, bo czasami zarzucam na siebie coś luźniejszego, ale jest to przeważnie szlafrok, kiedy mogę spędzić cały dzień w domu. 

Widać to po sposobie spędzania weekendu, po tym jak toczą się imrezy, po rozmowach ze znajomymi. 

Widać po tym, że w rozmowach z ludźmi coraz częściej pada stwierdzenie "jest co wspominać"  niż "będzie co wspominać".

Widać to po tym, że kawa ma różne smaki i aromaty, różną kwasowość i różną "ciężkość". Dalej jest gorzka, bo taka jest najlepsza, ale i napojami na bazie kawy teź nie gardzę. I tu jest zasługa mojej Żony. To ona wyperswadowała mi ubrania i buty. Nauczyła delektować się kawą i wybierać kawę dla siebie, ba, nawet jak ją przygotować na, o panie, ileś sposobów. Jest w końcu baristą z tytułem Coffee Master.

Widać to po tym, że po imprezie w domu zostaje alkoholu. Zwyczajnie staramy się unikać kaca, nie pijemy do upadłego i coraż rzadziej wpadamy na głupie pomysły w stylu: "to może byśmy litre zrobili" po kilku już piwach.

Trochę przez to wszystko może wpadam w codzienną rutynę i ten cholerny wyścig szczurów. Łapię się na tym, że mijają dni i tygodnie, a czasem miesiące spędzone w kieracie w utartym schemacie: praca-dom-dom-praca-weekend. Coraz bardziej uzależniam się od technologii i coraz bardziej oddalam się od "analogowości". 

Dawno nie napisałem tektstu, do krórego mógłbym dołożyć muzykę. Niby mam całą szufladę nimi zapisaną, ale to z dawnych czasów (znowu).

Krzysztof "Grabarz" Grabowski lider Pidżamy Porno (która się reaktywowała, jakby ktoś nie wiedział) i Strachów Na Lachy powiedział, w ostatnim wywiadzie jaki czytałem: "(...)jak artysta nie cierpi to nie tworzy." Ostatecznie cierpi na depresję, ale "(...)staram się z nią jakoś współżyć".

Link do wywiadu

Sęk w tym, że ja nie cierpię, albo nie zdaje sobie z tego sprawy. Jak już pisałem: jestem szczęśliwy.Piszę o innych rzeczach, ale nie publikuję, a najczęściej usuwam zostawiając sobie jedno zdanie do rozwinięcia na później. Nie zmuszam się. Przychodzi myśl - zapisuję, czekam na następne zazębienie. Bardzo wiele tekstów pozaczynałem i nie skończyłem. Zabrakło pomysłu, zabrakło słów, albo nie chciały się układać po mojemu.

Tęskni mi się sporadycznie za czasami, kiedy to mimo pracy , formacji tańca i miliiona innych rzeczy był czas na wszystko. Nie muszę nawet aż tak daleko wybiegać w przeszłość. To w sumie ledwie, albo aż, trzy lata temu tak się działo. Jeszcze przed wypadkiem i jeszcze zanim poznałem moją Żonę.Ale teraz wolę chyba wcześniej położyć się do łóżka, obejrzeć film, sprawdzić telefon i usnąć. Ba, nawet komputer poltora roku ponad pracuje na jednym systemie.

Toczy się.

Ale jak to jest być żonatym? Albo raczej jak to jest mieć TAKĄ Żonę? 

Pięknie


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | Skomentuj

Żonkoś... z dnia 03.10.2013

piątek, 30 stycznia 2015 1:00

Zdrawstwujtie towariszczi!

Cholera... Jak zapewne niektórzy zauważyli, a szczęśliwcy mieli okazję w tym całym bałaganie uczestniczyć, całkiem niedawno się ożeniłem. No bo w sumie to ile? Cztery miesiące i jakiś tydzień. Prawie dwa. Jestem szczęśliwy i zadowolony. Nie powiem, bo mamy czasami zgrzyty, ale to wydaje mi się normalne. Docieramy się i raczej całe życie będziemy się docierać.

Do czego zmierzam? Do tego mianowicie, że znajomi pytają jak to jest być żonatym, jak się czuję w roli męża i kochanka, jeszcze nie ojca. Nie wiem. Powiem wam za dwadzieścia lat, przy dobrych wiatrach może za dziesięć. Nie wiem jak to jest być mężem, jak to jest być żonatym. Po prostu nie wiem. Jedno co wiem, to to, że mam cudowną żonę. Zgaga bo zgaga. Poczwara, jak to pieszczotliwie ją nazywam, ale taką właśnie kobietę wyobrażałem sobie przy swoim boku. Eh... Długo by gadać. Polecam każdemu. Znaczy małżeństwo, nie moją żonę. Nie myślcie sobie. Moja ci ona :P

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | Skomentuj

idealny świat

poniedziałek, 03 czerwca 2013 20:52

W moim idealnym świecie kawa jest czarna i gorzka. Przyczyna jest prosta. Musi być jakiś równoważnik dla całej tej przesłodzonej rzeczywistości. Po to tylko, żeby nie rzygać tęczą.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | Skomentuj

Przekazanie

sobota, 27 października 2012 16:07

"I ślubuję Ci nadzieję i wyobraźnię
Oraz, że Cię nie opuszczę dopóki inna się nie znajdzie"

 

Brzmiały słowa, które zapisałam 12 stycznia 2009 roku o godzinie 17:42.
Dziś, 27 października 2012 o godzinie 11:00 właściciela tego bloga przejęła prawdziwa żona.
Oficjalnie iformuję, że mimo wszystko nie poczułam się zwolniona z możliwości (a nawet obowiązku)
opierdalania wyżej wymienionego za wszystkie głupoty, które robi i robić będzie.


Życzę szczęścia!

 

- Oficjalnie Rozwiedziona ;]


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: ślub

komentarze (0) | Skomentuj

Ekhem...

środa, 12 września 2012 20:35

Moja regularność w pisaniu notatek jest wręcz powalająca jak zauważyłem. Raz w miesiącu w bliżej nieokreślony dzień, na bliżej nieokreślony temat. Podobnie będzie i tym razem. Podobnie, ale jednak nie tak samo. Zatem od końca.


Czego sobie i Wam życzę.

 

Cóż kończyć pozostaje, bowiem zgaga jak dokuczała tak dokucza. Coś trzeba z tym zrobić. I jeszcze na koniec zdrowia.

Na sam koniec powód powstania notatki, pomimo tego, iż być powinien na początku. Zgaga. Męczy mnie cholera od samego rana i żadna z metod domowych ani aptecznych nie pomaga. Ani soda, ani mięta, ani Ranigast, ani Malox. Tym samym stwierdziłem, że skoro nie radzę sobie ze zgagą to po prostu o niej zapomnę. Zająłem się pisaniem, a w zasadzie opisaniem wydarzeń ostatniego miesiąca z groszem.

Tytułem podsumowania: Połamane ręce i biodro, czyli 10 dni w szpitalu, śruby w rękach i niezdolność do pracy przez Paczący Kot wie ile czasu. Angina, która okazała się jednak nie być anginą i kolejne 6 dni w szpitalu, powiększona wątroba, a przez to zero alkoholu i dieta lekkostrawna przynajmniej do Sylwestra. Upośledzenie towarzyskie, spadek wagi, ledwie przyzwoity humor i lekka obawa przed wyjściem na ZUY świat. No słowem kicha.

Tym oto sposobem spędziłem kolejnych kilka dni w szpitalnym łóżku. Osobna sala (czyt. izolatka) z telewizorem i łazienką, duże okno a z niego przyzwoity widok. No żyć nie umierać. Warunki do czytania w sam raz, tylko czytać się nie chce jak ci gardło niemal oddychać nie daje. Leki jednak na drugi dzień zaczęły powoli działać, więc nawet napić się udało. Potem już z górki. No powiedzmy. Wątroba powiększona, wyniki badań ledwie zadowalające, cała góra zaleceń. Żyć nie umierać.

Nie zawsze jest tak pięknie jakbyśmy sobie tego życzyli. O ile pierwsza wizyta u lekarza poszła szybko, o tyle na drugą przy nawrocie musiałbym czekać kilka ładnych godzin. Co to, to nie! Jedyny wolny: pediatra. Dawaj do niego. Posłuchał, popukał, zerknął do gardła i dał skierowanie na leczenie szpitalne. Oddział zakaźny - podejrzenie mononukleozy, które zresztą się potwierdziło, a przy okazji wyszła jeszcze cytomegalia. Lodzio-miodzio panowie, lodzio-miodzio. Nie ma co.

Jakby tego było mało: pobytu w szpitalu, głodowej diety, śrub w łokciach i drutów w nadgarstku, o upośledzeniu towarzyskim nie wspomnę, to jeszcze moja odporność poleciała na łeb na szyję, waga zresztą też. Na dzień przed zdjęciem gipsu nabawiłem się anginy ropnej. Paskudna cholera była. Antybiotyk domięśniowo, płukanie gardła i jakieś psikadło do gardła (bleh). Super. W poniedziałek antybiotyk się skończył, we wtorek jest fajnie, a w środę zaczynamy gorączkować. Na wieczór dodam. Czwartek rano ani słowa wydusić, gorączka, a gardło niemal żyje własnym życiem. Przychodnia. Od nowa Polsko Ludowa.

Jak zapewne da się wywnioskować z poprzedniej, nazwijmy to roboczo "notatki". ostatnia moja absencja na blogu spowodowana była jakże niefortunnym i nieprzyjemnym wydarzeniem. Wypadkiem mianowicie. Upadkiem precyzując, a uściślając jeszcze bardziej z drabiny z jakichś 4 czy 5 metrów. Zbioru owoców się zachciało, jakby kto pytał. Rąbnąłem na bruk. Połamałem trzy z czterech kończyn. Pominę przytoczenie tekstu z karty informacyjnej z wypisu. Istotne jest, że każdy wykrywacz metalu będzie teraz świecił. Taka mała niedogodność. Życie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | Skomentuj

Takie tam... Z ortopedii...

czwartek, 09 sierpnia 2012 8:59

 

No. To się połamałem. Obie ręce i biodro. Jeszcze tylko operacja, po to, żeby poskładać gnaty do kupy, potem parę miesięcy rehabilitacji i wracam do normy ;)

Także dłuższą chwilę nie potańczę... ;(


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | Skomentuj

Zaraz wracam

poniedziałek, 30 lipca 2012 22:19

Eh w mordę... Chciałoby się rzec. Tak to już bywa momentami. Niekiedy nawet częściej. Cóż ja na to poradzę?

Minęła dobra chwila od mojego ostatniego wpisu, który i tak był podyktowany długotrwałym lenistwem i w jakimś sensie brakiem weny. Choć, nie powiem, nawet chyba mi wyszedł. Tak mimo wszystko.

Nie o tym jednak dzisiaj i nie o tamtym. Nie o tym jak długo mnie nie było i nie o tym jak mi to wyszło czy nie wyszło. Jak było każdy widzi. Dzisiaj będzie trochę poważniej, a w zasadzie nawet całkiem poważnie (i bynajmniej nie o pogrzebie mowa, i nie o narodzinach).

Stary się, cholara, robię. No może nie aż tak stary, ale stary. Chociaż "Żona" do mnie dzieciaki mówi ;) Wreszcie chyba dorosłem do poruszenia pewnego tematu. Tematu, który co jakiś czas powraca na tapetę, ale na który, jak do tej pory bałem się wypowiedzieć z wielu powodów. Po części z tej przyczyny, że sam nie wiedziałem co myślę, a po części dlatego, że nie wiedziałem jak to ubrać w słowa, choć nawet już wiedziałem co myślę. Tym razem jednak jest inaczej. Po raz pierwszy wiem co chcę powiedzieć sobie i Wam. Co to za temat? zapytacie. Spieszę z wyjaśnieniem. Otóż w tym temacie stwierdziłem, że brakuje mi pomysłu na notatkę, a jednocześnie, że brakuje mi tematów wypracowań rodem ze szkoły średniej. Na co momentalnie zareagowała Angel Fire, podrzucając mi kilkanaście tematów. Na żaden tak na dobrą sprawę się nigdy nie rozpisałem. Na żaden nie było pomysłu, a i szkolnego przymusu zabrakło. Jeden jednak temat inna osoba wypowiedziała już werbalnie. "Dlaczego tak bardzo boisz się związków?". I to jest właśnie temat, który co jakiś czas powraca na tapetę. To jest temat, do którego zbieram się od jakichś dwóch lat.

Dlaczego tak bardzo boję się związków? Dlaczego wolę układy? W zasadzie pytania można by mnożyć jeszcze długo. Sens pozostałby ten sam. Dlaczego więc? Prawdę powiedziawszy nie boję się związków. Tak wiem. Brzmi to dość odwrotnie aniżeli zadany temat. Nie boję się związków. Boję się, a w zasadzie bałem (ale o tym później) tego co ze sobą niosą. Całej powiedzmy odpowiedzialności i całego tego szumu z tym związanego. Opinii i komentarzy, zobowiązań, obietnic, czegokolwiek konkretnego. Wolałem układy, bo w nich nie było niedopowiedzeń. Nie było nic skomplikowanego. Wszystko było ustalane na początku, a jeśli ktoś łamał zasady, to kończyło się to w jednym momencie i nikt nie miał do nikogo pretensji. Zasady i zachowania były proste. Do czasu aż sam nie złamałem własnych.

Nie boję się związków, boję się zaufać, boję się zatracić, boję się/bałem, że coś spieprzę. A jak to "Żona" powiedziała, jak będziesz się zastanawiał nad tym czy coś spieprzysz, jak będziesz się tego bał to na bank coś się posypie. Jesteś tylko człowiekiem. Nie jesteś doskonały i nigdy nie będziesz. I to jest to co musisz zaakceptować. Chyba mi się udało. W sumie przestałem się tym przejmować. No trudno. Jestem tylko człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce.

Eh... Stary się robię. Nie chce mi się już uganiać za spódniczkami. Dosyć mam układów, które i tak się sypią i to jeszcze prędzej niż domki w Sarajewie. Nie chce mi się kombinować, bajerować, opowiadać bajek. Stabilizacji, obowiązków, nocowania w jednym miejscu, zamiast zestawu nocującego w plecaku - ot co mi w głowie. Być może do czasu.

Byle nie zatracić chłopca w sobie. Wychować tego dzieciaka i koniec końców wyprowadzić go na ludzi a nie w pole.

Zaufałem...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | Skomentuj

na potrzeby portali

wtorek, 05 czerwca 2012 22:48

Na każdym portalu na jakim się rejestruję, albo jestem zarejestrowany proszą mnie o wpisanie czegoś o sobie. Zwyczajnie nie chce mi się tego wymyślać. Odezwij się, zapytaj, bo jałowe samochwalstwo jest po prostu nudne.

Albo w sumie, czemu nie. Zatem: palę jak smok jednego za drugim, od czasu do czasu zakurzę fajkę, a przy większych okazjach nie skąpie i na cygara.
Piję jak na Polaka przystało, znaczy się nie gardzę siwuchą, piwem i od czasu do czasu jabolem. Podniebienie moje jednak również toleruje alkohole z wyższej półki. Lubię czasem łyknąć jakieś whisky czy bourbona. Dobre wino, czy gin z tonikiem tez nie zawadzą.
Klnę jak szewc, a momentami nawet za dwóch, chociaż język polski nie jest mi obcy i operuję nim na poziomie nieco wyższym niż przeciętny Kowalski. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie rozmawiając z niektórymi nawet ludźmi "na poziomie". Prowadzę w sumie 3 blogi, kilka stron internetowych, kalendarz i siebie lekko.
Poczucie humoru mam cięte i podszyte ironią, na dodatek jestem chamski i bezczelny do granic niemożliwości. Jeśli mi na to tylko pozwolisz dogryzę Ci. Będę łapał Cię za słówka, wykorzystywał to i miał z tego nieziemską niemalże radość. A nie daj ci boże (celowo pisane z małej litery) być polonistą i popełniać błędy... Generalnie rozmowa ze mną, zwłaszcza za pośrednictwem komunikatorów, prezentuje się w dziewiećdziesięciu procentach tak jak na tej oto stronie: http://zanimnapiszesz.ovh.org/ . Lekturę serdecznie polecam
Co więcej, UWIELBIAM swoją pracę, a na domiar złego LUBIĘ pracować. Wobec powyższego spędzam w niej multum czasu. Nawet w te cholerne długie weekendy. Po co to ktoś w ogóle wymyślił? Jakby Niedzieli było mało na wypoczynek. Nawet kiedy wracam już do domu, to często gęsto zajmuję się dodatkowymi projektami, a to dla firmy, a to dla osób postronnych, a to dla samego siebie.
Dalej. Psy. Niecierpię psów. Jeśli jesteś więc (nie)szczęśliwym posiadaczem rzeczonego pchlarza, to proszę nie zabieraj go na spotkania ze mną, nawet jeśli jest to pora na jego wyprowadzenie. Co za tym idzie - uwielbiam KOTY. Tak, tak, tak. Bure, rude, czarne, białe, łaciate, pręgowane, w centki i jakie tylko jeszcze żyją na tym padole łez i nikt mi nie powie, że jakikolwiek pchlarz jest lepszy od Kota. Kot to jest Kot. Finito la musica. Basta.
Książki, książeczki, tomy i tomiszcza. Czytam, a wręcz pochłaniam niemal wszystko co mi wpadnie w ręce. Nie licząc Harlequinów (brrr...). Nawet nie wiem do jakiego działu do zaliczyć... Chyba literatura dla niedorozwiniętych nastolatków i niedouczonych gospodyń domowych. Uprzedzając pytanie: próbowałem to czytać, ale po kilku stronach zebrało mnie na puszczenie pewnego kolorowego ptaka. Kupuję książki i dbam o nie. A kiedy widzę ksiągarnię, to aż piszczę żeby do niej wejść. I lepiej żebym nie miał przy sobie za dużo gotówki. Nie czytasz? To raczej nie będziemy mieli o czym porozmawiać.
Muzyka i inne dźwięki. Nie gardzę żadną, jednak zdecydowanie preferuję ciężkie brzmienia. Nie mów mi, żebym wyłączył te ryki, bo tego się słuchać nie da. Skoro ja TEGO słucham to widać się da (odgłos uderzenia pięścią w stół). Tak samo cenię Bacha, Mozarta czy Paganiniego jak Burzum, Behemotha czy Anorexia Nervosa. Poza tym gram, śpiewam i tańczę (i bynajmniej nie jest to gibanie się w rytm uderzeń basu i bezwładne wymachiwanie kończynami) na dodatek.
Kinematografia. Tak oglądam. Generalnie dużo, ostatnio mniej. Cenię sobie dobre kino. Nie trawię bzdurnych komedii, a zwłaszcza tych polskich (bleh...). Śmiało, zlinczuj mnie za to, że wybiorę 12 gniewnych ludzi zamiast Testosteronu, podobnie jak Żandarma z Saint Tropez zamiast Poranku kojota.  Swoją drogą cenię sobie sztuki teatralne, choć od jakiegoś czasu nie mam kiedy się wybrać. Lubię opery, operetki, generalnie teatr muzyczny i wsio co jest związane ze sceną i żywym aktorstwem.
Co by tu jeszcze... Imprezy, clubbing, dyskoteki. W kolejności: tak, nie, w zależności. Impreza jak najbardziej, pod warunkiem, że będzie to koncert, karaoke, dancing, wesele, studniówka, albo tak zwana domówka. Clubbing odpada. Po prostu mierzi mnie widok tych wszystkich wytapetowanych dziewuch i nadmuchanych chłopczyków. Nie. Dyskoteka od przypadku do przypadku, o ile da się tam faktycznie potańczyć.
Dalej. Sprawdź jakość whisky, żeby potem goście nie mówili, że jest trująca. Nie mam prawa jazdy, a co za tym idzie i automobilu co równa się temu, że blaharom dzię-ku-je-my! Nie znam się na samochodach, nie potrafię rozróżnić ByMyWy od AUDI. Za chiny ludowe się tego nie nauczę. Basta. Nie kręci mnie to. Jeśli już kiedyś dorobię się tak potocznie zwanych czterech kółek (w sumie to ich jest tam trochę więcej, ale nie wnikajmy w szczegóły techniczne) to będzie wyglądało tak, że jedzie to jedzie, a jak nie jedzie, to dzwonimy do mechanika.
Co więcej... Eh skończyły mi się pomysły... Jak na coś wpadnę to nie omieszkam dopisać.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | Skomentuj

lubię...

wtorek, 05 czerwca 2012 22:47

...kiedy kobieta krzyczy podczas seksu. Nie lubię, kiedy jest to krzyk udawany. Fakt jest faktem, ale potrafię rozpoznać tę różnicę, nie zawsze ale jednak. Jestem jednak słuchowcem, czy dźwiękowcem jak to niektórzy by powiedzieli. Lubię patrzeć, ale jeszcze bardziej lubię słuchać. I w dupie mam co powiedzą sąsiedzi.

Zaczytuję się życiem podziemnym mężczyzny. On jest, kurwa, po prostu szczery. I tak zastanawiam się ile faktycznie ma racji. Seks jest seksem, ale seks seksowi nie jest równy.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | Skomentuj

29 lutego...

czwartek, 01 marca 2012 0:05

Generalnie rzecz biorąc nie miałem pomysłu na jakąkolwiek notatkę, jednak po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, iż taka okazja jak dzisiaj do popełnienia tego niemal zbrodniczego czynu pojawi się dopiero za następne cztery lata, o ile wcześniej ten cały, za przeproszeniem, burdel, jakim jest planeta Ziemia nie wybuchnie, nie walnie w niego jakaś asteroida, albo coś. Cztery lata temu nawet nie zastanawiałem się nad taką możliwością, a co za tym idzie nie skorzystałem z niej, a co dalej za tym idzie po prostu spędziłem kolejny dzień bezwiednie, po prostu go przewegetowywując. Co za wstyd...

Tak więc w zgodzie z powyższym stwierdzeniem mamy dzisiaj dzień 29 lutego 2012 roku. Dzień tak na dobrą sprawę nie wyróżniający się niczym szczególnym pośród całej masy innych dni. Jedyna różnica jest taka, że to po prostu 29 lutego i zdaża się raz na cztery lata. Ot po prostu rok przestępny. Nic w zasadzie szczególnego się nie wydażyło, nie było jakichś strasznych wiadomości, nie było cudów na kiju, nie było deszczu siarki i ognia, powodzi, globalnego zlodowacenia, asteroidy, przemagnesowania, nie było końca świata, nawet mecz na wreszcie otwartym stadionie narodowym nie był niczym szczególnym.

Po prostu jeden dzień więcej. Niemniej jednak jadąc rano na montaż aż do Okuninki nad jeziorem Białym w radiu słyszałem ciekawe stwierdzenie. Mianowicie stwierdzili, że ta jedna doba, te 24 godziny raz na kilka lat to taki dodatkowy czas, który możemy poświęcić na coś ekstra, na przykład dla samego siebie, na własne przyjemności. Nie powiem na początku szpetnie zakląwszy stwierdziłem, że przecież rok rocznie mamy 6 godzin ekstra, co w zasadzie nie mija się z prawdą, ale jest szalenie niepraktyczne. No to tak na dobrą sprawę jak wpleść te 6 godzin w układ dnia, czy roku? Dlatego mamy jedną dobę więcej raz na 4 lata, a nie z dupy wytrzaśnięte 6 godzin co rok. Racja, ale do czego zmierzam? Dalej wypowiedziane zostało zdanie w stylu, że niekoniecznie dzisiaj musimy ten dodatkowy czas wykorzystać. Możemy to zrobić w dowolnym innym dniu, byle by tylko w tym szczególnym roku. Byle tylko przed końcem grudnia. Prawdę powiedziawszy nie jest to takie głupie, jakby się wydawać mogło. I dopiero teraz to do mnie dociera. Dlaczego? Otóż często tak mam, że doba jest dla mnie za krótka i fajnie byłoby jakby czasam miała nie 24 a 48 godzin. I tak na dobrą sprawę raz na 4 lata taką długą dobę dostaję. Jeden dzień więcej. Ale ile tak na prawdę więcej ja potrafię zdziałać w tym roku? Ile takich dni straciłem już w swoim życiu? Będzie koło sześciu. Cholera sypnąłem się ze swoim wiekiem...

Myślę sobie, że...

Każdy dzień jest tak po prawdzie szczególny. Każdego dnia żyjemy, nie wiedząc, czy jutro też nam się uda. Każdy dzień to taki mały 29 lutego, a tem jeden powinien być może zostać ogłoszonym międzynarodowym dniem dni szczególnych albo co. To tak na marginesie. Każdego dnia powinniśmy się cieszyć z tego, że mamy dodatkowy dzień. Każdy jest tym dodatkowym, tymi 24-ema godzinami ekstra. Bo jak było powiedziane: nie znacie dnia ani godziny. Ano nie znamy. Chyba nawet w ewangelii było... Mniejsza o większość.

Podsumowaniem tego mało konstruktywnego tekstu niech będzie to, że w moim odczuciu ten 29 lutego, niekoniecznie już musi być tego roku, ale sam w sobie dzień, jest z jednej strony taki jak wszystkie inne. Po prostu kolejny dzień, w którym od nas tak naprawdę zależy jak go wykorzystamy, czy będzie zmarnowany, czy przyniesie nam jakieś korzyści. Z drugiej jednak strony swierdzan, iż jest to jednak dzień w jakiś sposób szczególny. Faktyczne i fizyczne 24 dodatkowe godziny w roku. Jednak tak samo szczególne jak każde inne.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | Skomentuj

rozmyślanie...

wtorek, 28 lutego 2012 0:48

Wracałem dzisiaj z pracy i naszła mnie pewna myśl. Dlaczego, kiedy mówię, że lubię pracować ludzie się na mnie dziwnie patrzą? Dlaczego to jest takie dziwne, że praca, jakakolwiek daje mi satysfakcję? Dlaczego jest tak, że często jest ona (satysfakcja z pracy) większa, niż ta z dobrego seksu? Po prostu lubię pracować. Naprawdę lubię. Niezależnie od tego czy aktualnie siedzę przy komputerze, czy zasuwam na budowie. Niezależnie od tego, czy rąbię drzewo na opał, czy też montuję okna, albo...

Nie zawsze robiłem to co lubiłem, nie zawsze praca była miła, ale zawsze lubiłem pracować. Czasami tylko, jak każdemu, włącza mi się niechciejstwo. Czasami mam ochotę przeleżeć cały dzień w łóżku i poużalać się nad sobą. Swoją drogą, coraz rzadziej siadam na parapecie. Ale tak prawdę powiedziawszy morda mi się cieszy na to, że muszę rano wstać i iść do pracy. Raduje się moje serce, że zrobię w zasadzie cokolwiek. Często zresztą, jak niektórzy wiedzą, zostawałem po godzinach. Często z darma racji. Ot tak po prostu, tylko po to, żeby nie musieć wracać do domu. Żeby nie musieć znowu spędzić wieczoru przed telewizorem, czy monitorem, oglądając jakieś badziewie, albo marnując czas i energię na siedzeniu na fotelu.

Lubię pracować i do jasnej cholery zaakceptujcie to. Praca naprawdę nie musi być przykrym obowiązkiem. A jakakolwiek by nie była, żadna nie hańbi.

Siedzę poza tym przed laptopem i zamiast zająć się czymś konkretnym klepię tę notkę. Do tego dochodzi z głośników zapętlone Awolnation - Sail. Strasznie nie mogę się tego kawałka pozbyć. W sumie w jakiś pokrętny sposób określa mój nastrój. Takie z leksza ponury, po części melancholijny i generalnie jakiś taki nijaki. No nijaki taki. Chaos.

Spotkania, relacje, dyskusje. Tak minął mi weekend. Jeden z tych najlepszych, prawie idealny. Prawie. Co utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że ideały nie istnieją. Przeklęte nijak nie chcą. Tak prawdę powiedziawszy dało mi to naprawdę dużo do myślenia.

Czuję, że trzeźwieję, zaczynają mnie przechodzić dreszcze. Zawsze tak jest, kiedy przestaję pić i nie kładę się spać. Reakcja obronna organizmu?

Gdyby tak te wszystkie kobiety mogły zaistnieć w jednej. Gdyby tak te wszystkie cechy dało się połączyć w jedno.

Gdyby ta jedna mogła mieć takie ciało jak...

Gdyby tak dało się z nią rozmawiać jak z...

Gdyby tak miała takie poglądy jak...

Gdyby tak potrafiła gotować jak...

Gdyby była taką przyjaciółką jak...

Gdybym mógł ją pokochać tak jak...

Gdyby seks z nią był taki jak z...

Gdyby tak umiała do mnie dotrzeć jak...

Gdyby tak wiedziała co lubię jak...

Gdyby miała taki gust jak...

Gdyby była pieprzonym ideałem...

Każda inna, ale każda ma coś, czego tak bardzo pożądam... SAIL!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | Skomentuj

padło zdanie...

piątek, 24 lutego 2012 21:58

...na temat blizn. Odruchowo spojżałem na rękę...

 

bo widzicie państwo

są pewne rzeczy, które zostają

których się żałuje

są rzeczy od nas dla nas

a później mądrzejemy...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | Skomentuj

Walentynki

poniedziałek, 13 lutego 2012 1:13

No to tyle mojego jeśli chodzi o walentynki. Jak to ktoś kiedyś ładnie powiedział: Jestem sam ale nie samotny. A tym co posiadają swoją lepszą połówkę życzę miłego dnia i stosunkowo udanej nocy ;)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | Skomentuj

Piotrek...

niedziela, 29 stycznia 2012 12:36

223

czwartek, 12 stycznia 2012 12:51

Lubię swój nałóg. Chociaż jest destruktywny. Lubię palenie. Tym bardziej je polubiłem od kiedy zacząłem skręcać. Widzę wtedy co palę. Na początku nie było łatwo, ponieważ wychodziły mi różne badziewia. Raz za mocno zbity, raz z "bułą" na środku. Ale jak to powiadają praktyka czyni mistrza. Teraz kręcę równe, tak samo zbite na całej długości, niezależnie od tego czy z gwizdkiem, filtrem czy całkowicie bez niczego.

Jak zwykle nocka i jak zwykle doprowadzanie systemu domowego do ładu. Nikt inny się tym nie zajmuje oprócz mnie, bo tak na dobrą sprawę nikt w domu tego nie potrafi. Jak jest jakiś problem, to jest albo telefon do mnie, albo czekanie aż pojawię się w domu.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | Skomentuj

Zostałem Wujkiem...

wtorek, 03 stycznia 2012 2:29

Wczoraj o godzinie 22.20 moja młodsza siostra powiła syna. 3190 gram żywej wagi, 53 centymetry wzrostu i cała wielka góra krzyczącego szczęścia :) Niesamowite było wrażenie kiedy to maleństwo jeszcze kopało w brzuchu. Niesamowite jest to, że już jest na świecie. Taki mały cud :) Niecierpliwiłem się od początku i jednocześnie martwiłem jak tylko dowiedziałem się, że siostrze odeszły wody. Ale już jest dobrze :) Z tego całego wrażenia zasnąć nie mogę, a do tego lapatok działa mi tyko w trybie awaryjnym. Postanowiłem jednak mimo wszystko skrobnąć kilka zdań już jako szczęśliwy wujek. Cóż więcej dodać? Może tylko tyle, że momentami chciałbym sam mieć już własną rodzinę. Z drugiej jednak strony jeszcze trochę się pobawię i pozwiedzam świata.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | Skomentuj

Bye bye

sobota, 31 grudnia 2011 18:12

To by było tyle tytułem podsumowania


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | Skomentuj

"Korekta"

sobota, 24 grudnia 2011 20:40

Nie mogłam się patrzeć, więc literówki, błędy i powtórzenia wzięte z dupy zostały w notkach z tego miesiąca poprawione. Stylistyki poprawiać nie będę ani podnosić poczytności bo to nie mój blog. Osobowość musi zostać zachowania.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | Skomentuj

i wiecie co?

czwartek, 22 grudnia 2011 21:52

w głębokim poważaniu mam literówki i powtórzenia, podobnie jak poprawność stylistyczną. polityczną podobnie. jeśli "Żona" będzie chciała to zrobi korektę. jeśli będzie chciała.

ostatnio słyszałem groźby w jej wydaniu. niestety spełniłem żądania, więc nic z tego nie wyjdzie. a może? może jednak Żono? mnie jest egal, a może poprawisz mi poczytność. wszak masz dane dostępu do bloga ;)

Dobrej nocy czytelnicy.

Dobrej nocy Żono.

Dobrej nocy pieprzona kapitalistyczna społeczności.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | Skomentuj

czwartek, 21 września 2017

Licznik odwiedzin:  39 762  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Autor

Człowiek nieobliczalny o szaleńczym umyśle, niewiedzący czego chce od życia. Smutny, wesoły, skryty, otwarty, słowem chodzący paradoks.

Ocenisz mnie?






zobacz wyniki

O moim bloogu

Tylko ja i mój świat, tylko kilka upadków...

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 39762

Lubię to